Czy instrumenty fiskalne są przyjacielem polityki zdrowotnej państwa?

Polityka zdrowotna kojarzy się najczęściej z systemem ochrony zdrowia np. szpitalami, lekarzami, refundacją leków. Tymczasem realny wpływ państwa na zdrowie obywateli zaczyna się dużo wcześniej, zanim pacjent trafi do gabinetu. Jednym z najpotężniejszych, choć często niedocenianych narzędzi tej polityki są instrumenty fiskalne: podatki, ulgi, opłaty i subsydia. 

Pytanie brzmi jednak, czy rzeczywiście wspierają one profilaktykę zdrowotną, czy raczej wchodzą w konflikt z innymi celami państwa.

Państwo dysponuje szerokim wachlarzem instrumentów pozwalających wpływać na zachowania zdrowotne obywateli. Podatki akcyzowe na alkohol i wyroby tytoniowe od lat służą nie tylko zwiększaniu dochodów budżetowych, ale także ograniczaniu konsumpcji substancji szkodliwych. Coraz częściej sięga się również po opodatkowanie produktów wysoko przetworzonych napojów słodzonych czy żywności o niskiej wartości odżywczej w celu zmniejszenia skali otyłości i chorób cywilizacyjnych. Z drugiej strony państwo może stosować zachęty finansowe: obniżone stawki VAT na zdrową żywność, dopłaty do aktywności fizycznej czy ulgi podatkowe na prywatną profilaktykę zdrowotną.

Regulacje podatkowe mogą realnie wspierać profilaktykę, ale pod jednym warunkiem tzn. muszą być zaprojektowane w oparciu o wiedzę epidemiologiczną i społeczną. Same ceny nie zmieniają zachowań w próżni. Podatek od cukru będzie skuteczniejszy, jeśli towarzyszy mu edukacja zdrowotna, jasne oznakowanie produktów i dostępność zdrowszych alternatyw. Podobnie akcyza na alkohol nie ograniczy szkód zdrowotnych, jeśli państwo nie podejmie kompleksowych działań edukacyjnych i profilaktycznych.
Mądra polityka zdrowotna państwa wymaga myślenia długofalowego i systemowego. Kluczowe jest połączenie danych zdrowotnych, wiedzy ekonomicznej oraz rozumienia nierówności społecznych. 

Instrumenty fiskalne, które w teorii poprawiają zdrowie populacji, w praktyce mogą bowiem pogłębiać wykluczenie szczególnie jeśli najbardziej dotykają osoby o niższych dochodach, dla których droższe produkty „niezdrowe” nie zawsze mają realne zamienniki. Dlatego niezbędne jest monitorowanie skutków takich regulacji oraz reinwestowanie uzyskanych środków w profilaktykę i opiekę zdrowotną.

Nie bez znaczenia jest także spójność polityk publicznych. Polityka zdrowotna nie może funkcjonować w oderwaniu od polityki fiskalnej, społecznej czy edukacyjnej. Jeśli państwo z jednej strony deklaruje walkę z chorobami cywilizacyjnymi, a z drugiej traktuje wpływy z akcyzy na alkohol lub tytoń jako stabilne źródło dochodów budżetu, powstaje oczywiste napięcie. Zdrowie publiczne zaczyna wtedy konkurować z interesami fiskalnymi, a profilaktyka przegrywa z krótkoterminową logiką finansów publicznych.

To właśnie z tego powodu polityka fiskalna nie zawsze idzie w parze z polityką zdrowotną. Cele budżetowe są mierzalne i natychmiastowe, natomiast efekty zdrowotne rozłożone w czasie i trudniejsze do jednoznacznego przypisania. Redukcja zachorowań, poprawa jakości życia czy zmniejszenie kosztów leczenia ujawniają się po latach, często poza horyzontem jednej kadencji politycznej. Bez odwagi do inwestowania w długoterminowe efekty zdrowotne instrumenty fiskalne stają się narzędziem doraźnym, a nie strategicznym.

Ostatecznie pytanie nie brzmi, czy instrumenty fiskalne mogą wspierać politykę zdrowotną, lecz czy państwo jest gotowe używać ich konsekwentnie i odpowiedzialnie. Podatki i ulgi mogą być skutecznym sprzymierzeńcem profilaktyki zdrowotnej, jeśli są częścią spójnej strategii, opartej na dowodach naukowych i wrażliwości społecznej. Bez tego pozostaną jedynie kolejnym elementem budżetowej układanki – zbyt słabym, by realnie poprawić zdrowie populacji i zbyt silnym, by pozostać obojętnym dla obywateli.